Kontynuacja z niewielką korektą – Parlament Europejski po wyborach
Tomasz Zając
W nowym Parlamencie Europejskim (PE) bezwzględną większością
ponownie dysponują trzy partie centrowe: chadecy, socjaliści i liberałowie. Najwięcej głosów i
możliwość decydowania w przeważającym stopniu o priorytetach przyszłej Komisji Europejskiej
(KE) zdobyła Europejska Partia Ludowa (EPP), która od końca poprzedniej kadencji przesuwa się na
prawo od centrum. Wzmocnieniu uległa także skrajna prawica, dla jej funkcjonowania w Parlamencie
nadchodzącej kadencji istotne będzie to, do jakich grup politycznych (istniejących bądź nowych)
dołączą jej posłowie.
Centrum osłabione, lecz stabilne
Po wyborach do PE partie
centrum mają bezwzględną większość – ok. 55% wszystkich mandatów. Najbardziej prawdopodobny
jest zatem scenariusz ponownego powstania nieformalnej koalicji wspierającej przyszłą KE, złożonej z
EPP, Socjalistów i Demokratów (SD) oraz liberałów z Renew Europe (RE). Jej powstanie będzie
jednak trudniejsze niż w 2019 r. Łączna liczba posłów tych partii zmalała w porównaniu z poprzednią
kadencją (wtedy dysponowały 60% wszystkich miejsc), głównie za sprawą gorszego wyniku RE i (w dużo
mniejszym stopniu) ze względu na straty SD. Dodatkowo nadal niepewny jest ostateczny kształt grup
politycznych, które uformują się w Parlamencie, np. czeska partia ANO ogłosiła już, że jej posłowie
opuszczą RE i przynajmniej na razie pozostaną niezrzeszeni.
Jedną z głównych kwestii spornych w trakcie negocjacji
priorytetów nowej KE będzie zakres i tempo wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ). Od końca
poprzedniej kadencji EPP zmienia nastawienie do tego aspektu unijnej legislacji – próbowała nie
dopuścić do uchwalenia rozporządzenia o odbudowie zasobów przyrodniczych, a przed wyborami zdecydowała się nie procedować aktów
prawnych dotyczących np. ograniczenia w używaniu pestycydów. Partia ta stwierdziła, że zbyt ambitne
wdrażanie EZŁ może zniechęcić do niej wyborców, a w konsekwencji doprowadzić do przejęcia władzy
przez ugrupowania przeciwne jego wprowadzeniu. Dodatkowo zaostrzyła stanowisko w kwestiach
migracyjnych (opowiadając się np. za tworzeniem ośrodków poza UE, do których wysyłane byłyby
osoby ubiegające się o azyl).
Kontynowanie ambitnej polityki EZŁ jest z kolei istotnym
elementem programów politycznych SD i RE, będą więc starały się zapewnić jego konsekwentne
wdrażanie. Aby osłabić EZŁ, chadecy mogą szukać tymczasowych sojuszy z innymi ugrupowaniami –
chociaż władze EPP deklarowały, że nie będzie żadnego sformalizowanego sojuszu z partiami należącymi
do prawicowej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), nie wykluczały jednak doraźnej
współpracy przy konkretnych projektach legislacyjnych. Takie deklaracje wzbudziły jednak sprzeciw ze
strony m.in. SD. Socjaliści zapowiedzieli, że w trakcie nadchodzących negocjacji będą starali się
uzyskać pisemne zobowiązanie EPP do niewchodzenia w tego rodzaju sojusze.
Wzmocniona prawica
Partie prawicowe i skrajnie prawicowe zyskały w porównaniu z
poprzednią kadencją. Wyjście Fideszu (aktualnie 10 posłów) z EPP oraz usunięcie AfD (aktualnie 15
posłów) z grupy Tożsamość i Demokracja (ID) w poprzedniej kadencji oznacza dodatkowo, że istnieje
znacząca liczba posłów niezrzeszonych o zbliżonym profilu ideologicznym. Mogliby oni chcieć dołączyć
do jednej z prawicowych grup lub stworzyć nową, jednak próg jej powstania jest względnie wysoki
(23 posłów reprezentujących co najmniej 7 państw). Niektóre partie należące do ECR (np. PiS)
wypowiadały się pozytywnie o przyjęciu w szeregi grupy Fideszu, co spotkało się jednak
z wewnętrznym oporem, łącznie z zapowiedziami jej opuszczenia (np. ze strony Czechów i
Szwedów). Od momentu przyjęcia do konserwatywnej grupy rumuńskiej partii Sojusz na Rzecz jedności
Rumunów Fidesz zaostrzył ton wypowiedzi i sceptycznie odnosi się do możliwości dołączenia do tej
grupy.
Stworzeniem większej grupy, która łączyłaby wszystkie partie
prawicowe i skrajnie prawicowe w PE, jest zainteresowana m.in. Marine Le Pen z francuskiego
Zjednoczenia Narodowego (RN) – posłowie wywodzący się z tego ugrupowania stanowią ponad połowę
ID. Powstanie takiej supergrupy byłoby kolejnym krokiem w stronę normalizacji wizerunku RN jako
partii, której postulaty nie są skrajne. Le Pen od dłuższego czasu dąży do takiej zmiany
w percepcji jej ugrupowania. Podobny sojusz spotkałby się jednak z wewnętrznym sprzeciwem w
ramach ECR. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zatem ukonstytuowanie się nowej grupy
politycznej – zgodnie z doniesieniami „Der Spiegel” mają się aktualnie odbywać dyskusje
dotyczące powstania frakcji o nazwie Suwereniści. W jej skład mieliby wejść m.in. posłowie
niemieckiej AfD, polskiej Konfederacji (6 parlamentarzystów), hiszpańskiej Se Acabó La Fiesta (3) i
rumuńskiej SOS (2).
Podział stanowisk
Podział kluczowych stanowisk w UE będzie uzależniony od
ustalenia wspólnych ram współpracy nieformalnej koalicji popierającej przyszłą KE. Największe szanse
na ponowny wybór na stanowisko przewodniczącej KE ma Ursula von der Leyen.
Najprawdopodobniej nie będzie miała problemu z uzyskaniem wymaganej większości kwalifikowanej w
Radzie Europejskiej (co najmniej 20 państw członkowskich reprezentujących 65% ludności),
większym wyzwaniem może być jednak uzyskanie zaufania w PE. Chociaż trzy centrowe partie aktualnie
dysponują ok. 400 miejscami w PE (wymagana większość to 361), ich członkowie nie będą jednak
głosowali jednomyślnie na wskazaną przez partię osobę (tym bardziej, że procedura jest tajna).
Kluczowe będą zatem negocjacje priorytetów, jakie von der Leyen zawrze w swojej propozycji unijnej
polityki na następną kadencję.
Pozostałe kluczowe funkcje, które będą przedmiotem negocjacji,
to przewodniczący Rady Europejskiej (obejmie ją najprawdopodobniej były socjalistyczny premier
Portugalii António Costa) oraz Wysoki Przedstawiciel Unii do Spraw Zagranicznych i
Polityki Bezpieczeństwa (w tej roli zostanie najpewniej obsadzona Kaja Kallas,
aktualna premier Estonii, której partia należy do RE). Największe szanse na kolejną 2,5-roczną
kadencję jako przewodnicząca PE ma z kolei Maltanka Roberta Metsola z EPP. Po ustaleniu, kto będzie
pełnił te funkcje, nastąpią negocjacje dotyczące obsady stanowisk komisarzy, o czym decydują w
głównej mierze państwa członkowskie.
Wnioski i perspektywy
Chociaż zmniejszyła się liczba posłów należących do
trzech ugrupowań tworzących nieformalną koalicję w poprzedniej kadencji, nie zagraża to
większości, którą dysponują one w PE. EPP umocniło swoją pozycję, a RE zanotowało największe straty,
co w tej kadencji przełoży się na realizowanie w większym stopniu priorytetów politycznych chadeków.
W ostatnim czasie partia ta przesunęła się na prawo od centrum i będzie starała się doprowadzić do
korekty ważnych unijnych polityk. Dotyczy to przede wszystkim polityki EZŁ (osłabienie
obowiązujących nakazów, więcej zachęt niż kar za nieprzestrzeganie norm), ale też kwestii
migracyjnych (bardziej restrykcyjna polityka w tym zakresie). Będzie to powodowało tarcia z jej
głównymi partnerami, jednak PE nadal będzie się opowiadał za kontynuacją głównych linii politycznych
wypracowanych przez KE w poprzedniej kadencji, w tym za polityką dekarbonizacji gospodarek unijnych.
Tempo ich realizacji może być jednak dużo wolniejsze, niż wstępnie planowano, a narzędzia
wykorzystywane do ich wdrażania mniej skuteczne, chociaż budzące też mniejszy opór
społeczny.
Wzmocnienie partii prawicowych tworzy korzystną dla EPP
sytuację negocjacyjną w nowym PE. Oznacza bowiem, że będą one wspierać wszelkie propozycje chadeków
dotyczące osłabienia EZŁ czy zaostrzenia polityki migracyjnej, w przypadku gdy nie znajdą oni
poparcia u swoich dotychczasowych partnerów. W przeciwieństwie do EPP alternatywne siły lewicowe i
centro-lewicowe nie są z kolei w stanie tworzyć nawet doraźnych większości, za pomocą których
mogłyby starać się blokować ustawodawstwo, jeśli uznają je za niekorzystne. Próbując zapobiec
powstaniu takiej sytuacji, będą starały się uzyskać pisemne zobowiązanie EPP ograniczające możliwość
współpracy tego ugrupowania z partiami prawicowymi, ale szanse powodzenia tych prób nie są
duże.
Konstytuowanie się większości w PE i powiązany z nią nowy cykl
instytucjonalny stwarza Polsce szanse na uzyskanie stanowisk pozwalających w istotny sposób
realizować jej priorytety w polityce europejskiej. Należą do nich zarówno prawdopodobna nowa funkcja
komisarza do spraw obrony i komisarza ds. rozszerzenia, a także jedna z istotnych tek
gospodarczych (z możliwym stanowiskiem wiceprzewodniczącego KE). Polska powinna się też starać –
również w ramach współpracy regionalnej – o obsadzenie innych kluczowych z punktu widzenia swoich
interesów i sytuacji bezpieczeństwa w regionie funkcji przez osoby, które będą reprezentowały
podobną wrażliwość w istotnych dla niej kwestiach. Chodzi przede wszystkim o asertywną politykę
wobec Rosji, wsparcie Ukrainy oraz wzmacnianie sojuszu transatlantyckiego.